20 faktów o Kuroko Tetsuyi
6/20 Kuroko ma słabość do bielizny w kolorowe wzory
Paring: Kagami x Kuroko
Jak zwykle gdy otworzyłem rano oczy zastałem słodko śpiącego Kuroko, który jak zwykle wtulał się we mnie pozbawiając mnie wolności osobistej, a tym samym możliwości oddychania. Jego patyczakowate nogi oplatały moje, a próby jakiegokolwiek ruszenia się były niezbyt udane, bo chłopak jedynie zwiększał siłę swojego uścisku.
Jednak najbardziej rozbawił mnie fakt, że Kuroko miał na sobie bokserki w serduszka. Była zwykła niedziela, nie walentynki! Przez cały poprzedni tydzień budziły mnie różne, fantazyjne wzory na bokserkach mojego chłopaka. Nie, nie oszalałem. Chyba.
Poniedziałek: wesołe hamburgery, jeźdźcy apokalipsy, ujeżdżające tęczowe jednorożce.
Wtorek: bardzo męski wzór w kaczuszki. Oczywiście Kuroko uznał, że były to groźne żółte potworki, jednak chyba był zbyt zaspany by prawidłowo odczytywać wzory. Poza tym groźne żółte potworki były innego dnia.
Środa: dwie dłonie odciśnięte na jego pośladkach. (Przez chwilę nawet nie był to tylko nadruk.)
Czwartek: groźne, żółte potworki.
Piątek: w piątek nie było wzoru, a jedynie strzałka wskazująca tak zwaną "Strefę przyjemności". I muszę przyznać, że było przyjemnie.
Sobota: żółte taksówki i Statuy Wolności. Chciał mnie przekonać co do wycieczki do Nowego Yorku... Udało mu się.
Kuroko poruszył się niespokojnie i po chwili otworzył oczy.
- Witaj moje serduszko - zaśmiałem się, a Kuroko jedynie obdarzył mnie wrogim spojrzeniem i resztę poranka spędził obrażony i zamknięty w łazience.
wtorek, 3 lutego 2015
1001 miniaturek - #5 Moje drugie ja, czy takowe w ogóle istnieje?
Post ze specjalnym dedykiem dla Yazu, bo jak zauważyłam - kochasz ten paring. Miłego czytania :)
1001 miniaturek
#5 Moje drugie ja, czy takowe w ogóle istnieje?
Pairing: Akashi x Aomine
Przy ludziach...
Aomine podszedł cichutko do Akashiego stojącego do niego tyłem i zakrył mu dłońmi oczy, szepcząc:
- Niespodzianka... Zgadnij kto to!
- Zabieraj te brudne łapy pedale, bo ci je upierdole przy samej dupie - warknął Akashi nawet się nie poruszając, a Aomine zmuszony do zabrania rąk odszedł z kwaśną miną.
W domu...
Aomine podszedł cichutko do Akashiego stojącego do niego tyłem i zakrył mu dłońmi oczy, szepcząc:
- Niespodzianka... Zgadnij kto to!
- Zamiast bawić się w podchody, pocałuj mnie, idioto - mruknął znudzony Akashi i odwrócił się do Aomine by móc złożyć pocałunek na jego wargach.
Przy ludziach...
Aomine siedział na kanapie z wielką łapą tkwiącą w opakowaniu cukierków, a gdy natrafił na miętowego uniósł go z entuzjazmem i spytał Akashiego:
- Chcesz cukierka, misiu-pysiu?
- Nie nazywaj mnie misiem-pysiem bo urządzę cię tak, że twoje paskudne ślepia, nie będą nadawały się już nigdy do oglądania świerszczyków - odwarknął, mierząc Aomine zabójczym spojrzeniem. - Ale cukierka bym zjadł.
W domu...
Aomine siedział na kanapie z wielką łapą tkwiącą w opakowaniu cukierków, a gdy natrafił na miętowego uniósł go z entuzjazmem i spytał Akashiego:
- Chcesz cukierka, misiu-pysiu?
- Tylko wtedy jeśli mnie nim nakarmisz, kochaneczku - odparł z wyraźną słodyczą w głosie. - Nie mogę się zbytnio przemęczać.
Przy ludziach...
Aomine mając dość bezcelowej kłótni pocałował Akashiego jednocześnie unieruchamiając jego dłonie, by nie został znokautowany. Jednak czerwonowłosy diabeł i tak znalazł wyjście z tej sytuacji i już po chwili Aomine leżał na pobliskiej ścianie z bolącą szczęką.
W domu...
Aomine mając dość bezcelowej kłótni pocałował Akashiego. I tym razem jego taktyka zadziałała, bo już po chwili czerwonowłosy całkowicie zatracił się w pocałunku.
Odpowiedź: Tak, istnieje.
1001 miniaturek
#5 Moje drugie ja, czy takowe w ogóle istnieje?
Pairing: Akashi x Aomine
Przy ludziach...
Aomine podszedł cichutko do Akashiego stojącego do niego tyłem i zakrył mu dłońmi oczy, szepcząc:
- Niespodzianka... Zgadnij kto to!
- Zabieraj te brudne łapy pedale, bo ci je upierdole przy samej dupie - warknął Akashi nawet się nie poruszając, a Aomine zmuszony do zabrania rąk odszedł z kwaśną miną.
W domu...
Aomine podszedł cichutko do Akashiego stojącego do niego tyłem i zakrył mu dłońmi oczy, szepcząc:
- Niespodzianka... Zgadnij kto to!
- Zamiast bawić się w podchody, pocałuj mnie, idioto - mruknął znudzony Akashi i odwrócił się do Aomine by móc złożyć pocałunek na jego wargach.
Przy ludziach...
Aomine siedział na kanapie z wielką łapą tkwiącą w opakowaniu cukierków, a gdy natrafił na miętowego uniósł go z entuzjazmem i spytał Akashiego:
- Chcesz cukierka, misiu-pysiu?
- Nie nazywaj mnie misiem-pysiem bo urządzę cię tak, że twoje paskudne ślepia, nie będą nadawały się już nigdy do oglądania świerszczyków - odwarknął, mierząc Aomine zabójczym spojrzeniem. - Ale cukierka bym zjadł.
W domu...
Aomine siedział na kanapie z wielką łapą tkwiącą w opakowaniu cukierków, a gdy natrafił na miętowego uniósł go z entuzjazmem i spytał Akashiego:
- Chcesz cukierka, misiu-pysiu?
- Tylko wtedy jeśli mnie nim nakarmisz, kochaneczku - odparł z wyraźną słodyczą w głosie. - Nie mogę się zbytnio przemęczać.
Przy ludziach...
Aomine mając dość bezcelowej kłótni pocałował Akashiego jednocześnie unieruchamiając jego dłonie, by nie został znokautowany. Jednak czerwonowłosy diabeł i tak znalazł wyjście z tej sytuacji i już po chwili Aomine leżał na pobliskiej ścianie z bolącą szczęką.
W domu...
Aomine mając dość bezcelowej kłótni pocałował Akashiego. I tym razem jego taktyka zadziałała, bo już po chwili czerwonowłosy całkowicie zatracił się w pocałunku.
Odpowiedź: Tak, istnieje.
1001 miniaturek - #4 Cycki nie rosną na drzewach
1001 miniaturek
#4 Cycki nie rosną na drzewach
Pairing: Aomine x Momoi
Aomine siedział wygodnie na kanapie i właśnie przeglądał najnowszy świerszczyk, który właśnie wpadł w jego - już i tak wystarczająco brudne - łapki. Pełen nagich tyłków, kuszących zdjęć pań, pozbawionych różnych elementów garderoby, cycków, cycków i cycków. A, i jeszcze cycków.
Brudne łapki. Brudne myśli. Brudno w gaciach. - Tak to na pewno Aomine Daiki.
- Znowu to robisz - jęknęła z obrzydzeniem Momoi patrząc na rękę Aomine, która przez czysty (czy taki znowu czysty...?) przypadek znalazła się w spodniach chłopaka. A co tam robiła... Momoi nawet nie chciała o tym myśleć. - Jesteś obrzydliwy... A do tego łatwo się podniecasz - stwierdziła gdy chłopak zignorował jej poprzednią zaczepkę.
- Cycki mnie podniecają - sprostował Aomine nie odrywając wzroku od czasopisma. Uśmiechnął się zadziornie, ale nie do Momoi lecz do cycków, które były istnym dowodem na to, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia.
- Więc niech cię podniecają gdzie indziej, a nie w moim salonie.
- Kiedy podniecam się cyckami nie ma dla mnie znaczenia w czyim salonie się znajduje - mruknął.
- Ani na czyjej kanapie przechodzisz orgazm? - mruknęła niby to sama do siebie, a jednak Aomine uśmiechnął się szeroko i pokiwał ochoczo głową.
- Widzę, że rozumiesz... - zachichotał wracając do czynności której nawet nie przerwał.
- Naprawdę jesteś obleśny - jęknęła Momoi krzywiąc się.
Wtedy Aomine wstał, odrzucił świerszczyka na bok, i nie zapinając spodni podszedł do dziewczyny. Położył dłoń, która wcześniej zabawiała się z jego kolegą, na ramieniu Momoi, a kiedy ona z obrzydzeniem strąciła jego dłoń zachichotał.
- Podniecałbym się twoimi cyckami, ale wątpię czy mi na to pozwolisz, skarbie... - mruknął zmysłowo.
- Może i zboczeniec, ale przynajmniej realista - skwitowała różowowłosa i opuściła pomieszczenie.
#4 Cycki nie rosną na drzewach
Pairing: Aomine x Momoi
Aomine siedział wygodnie na kanapie i właśnie przeglądał najnowszy świerszczyk, który właśnie wpadł w jego - już i tak wystarczająco brudne - łapki. Pełen nagich tyłków, kuszących zdjęć pań, pozbawionych różnych elementów garderoby, cycków, cycków i cycków. A, i jeszcze cycków.
Brudne łapki. Brudne myśli. Brudno w gaciach. - Tak to na pewno Aomine Daiki.
- Znowu to robisz - jęknęła z obrzydzeniem Momoi patrząc na rękę Aomine, która przez czysty (czy taki znowu czysty...?) przypadek znalazła się w spodniach chłopaka. A co tam robiła... Momoi nawet nie chciała o tym myśleć. - Jesteś obrzydliwy... A do tego łatwo się podniecasz - stwierdziła gdy chłopak zignorował jej poprzednią zaczepkę.
- Cycki mnie podniecają - sprostował Aomine nie odrywając wzroku od czasopisma. Uśmiechnął się zadziornie, ale nie do Momoi lecz do cycków, które były istnym dowodem na to, że istnieje coś takiego jak miłość od pierwszego wejrzenia.
- Więc niech cię podniecają gdzie indziej, a nie w moim salonie.
- Kiedy podniecam się cyckami nie ma dla mnie znaczenia w czyim salonie się znajduje - mruknął.
- Ani na czyjej kanapie przechodzisz orgazm? - mruknęła niby to sama do siebie, a jednak Aomine uśmiechnął się szeroko i pokiwał ochoczo głową.
- Widzę, że rozumiesz... - zachichotał wracając do czynności której nawet nie przerwał.
- Naprawdę jesteś obleśny - jęknęła Momoi krzywiąc się.
Wtedy Aomine wstał, odrzucił świerszczyka na bok, i nie zapinając spodni podszedł do dziewczyny. Położył dłoń, która wcześniej zabawiała się z jego kolegą, na ramieniu Momoi, a kiedy ona z obrzydzeniem strąciła jego dłoń zachichotał.
- Podniecałbym się twoimi cyckami, ale wątpię czy mi na to pozwolisz, skarbie... - mruknął zmysłowo.
- Może i zboczeniec, ale przynajmniej realista - skwitowała różowowłosa i opuściła pomieszczenie.
niedziela, 1 lutego 2015
1001 miniaturek - #3 Fatalny kochanek
Wytrzymałam tylko dwa dni z miniaturkami! No nie... Prawdziwy powód jest taki, że skręciłam rączkę, a pisanie jedną ręką to nie najlepsze wyjście... Ale teraz mam ferie więc postaram się to nadrobić! Życzcie mi szczęścia :) (i wybaczajcie literówki czy też błędy)
1001 miniaturek
#3 Fatalny kochanek
Pairing: Aomine x Akashi
- Jasne! - krzyknął Aomine wyrzucając ręce w powietrze. - Bo to Aomine! Zawsze omamia nas super fryzem i pewnością siebie!
Gdy Aomine snuł swoje wywody, użalając się nad samym sobą, wszyscy patrzyli na niego jak na wariata. Często chwalił się swoimi jakże absurdalnymi łóżkowymi podbojami, ale tym razem przesadził. Jeśli liczył, że ktokolwiek uwierzy mu w to, że zaciągnął Akashiego do łóżka, to chyba trochę za mocno przydzwonił głową w ramę łóżka.
- Otóż to - potwierdził spokojnie Midorima splatając dłonie na kolanach. - A do tego gdy zdejmuje koszulkę, nikt nie zdoła mu się oprzeć.
- Nie żartuję - jęknął Aomine, a jego desperacja (a wczorajszej nocy nawet więcej niż desperacja) sięgała szczytu.
- Za dużo pornoli się naoglądałeś, kolego - westchnął Kagami i poklepał Aomine po ramieniu po czym za Midorimą opuścił pomieszczenie.
- Słodycze - powiedział Murasakibara z bólem w głosie i podążył za innymi.
- To można podciągnąć pod zdradę! - wrzasnął Kise i w towarzystwie Kuroko, o którym nie wiedział, zostawił Aomine samego i rozczarowanego.
Kilka godzin później...
- Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć... - jęknął Akashi głosem przyprawiającym o ciarki. - Spałem z Aomine.
Musicie sobie wyobrazić zdziwienie jakie pojawiło się na twarzy wszystkich zebranych kiedy kapitan wypowiedział to jakże prorocze zdanie, które nigdy nie padłoby z jego ust... A jednak.
- Było okropnie! - zapewnił po chwili, gdy atmosfera się zacieśniła tworząc niewidzialny sznur, na którym Akashi już niedługo miał zakończyć swój żywot. - Aomine na prawdę jest fatalnym kochankiem!
1001 miniaturek
#3 Fatalny kochanek
Pairing: Aomine x Akashi
- Jasne! - krzyknął Aomine wyrzucając ręce w powietrze. - Bo to Aomine! Zawsze omamia nas super fryzem i pewnością siebie!
Gdy Aomine snuł swoje wywody, użalając się nad samym sobą, wszyscy patrzyli na niego jak na wariata. Często chwalił się swoimi jakże absurdalnymi łóżkowymi podbojami, ale tym razem przesadził. Jeśli liczył, że ktokolwiek uwierzy mu w to, że zaciągnął Akashiego do łóżka, to chyba trochę za mocno przydzwonił głową w ramę łóżka.
- Otóż to - potwierdził spokojnie Midorima splatając dłonie na kolanach. - A do tego gdy zdejmuje koszulkę, nikt nie zdoła mu się oprzeć.
- Nie żartuję - jęknął Aomine, a jego desperacja (a wczorajszej nocy nawet więcej niż desperacja) sięgała szczytu.
- Za dużo pornoli się naoglądałeś, kolego - westchnął Kagami i poklepał Aomine po ramieniu po czym za Midorimą opuścił pomieszczenie.
- Słodycze - powiedział Murasakibara z bólem w głosie i podążył za innymi.
- To można podciągnąć pod zdradę! - wrzasnął Kise i w towarzystwie Kuroko, o którym nie wiedział, zostawił Aomine samego i rozczarowanego.
Kilka godzin później...
- Słuchajcie, muszę wam coś powiedzieć... - jęknął Akashi głosem przyprawiającym o ciarki. - Spałem z Aomine.
Musicie sobie wyobrazić zdziwienie jakie pojawiło się na twarzy wszystkich zebranych kiedy kapitan wypowiedział to jakże prorocze zdanie, które nigdy nie padłoby z jego ust... A jednak.
- Było okropnie! - zapewnił po chwili, gdy atmosfera się zacieśniła tworząc niewidzialny sznur, na którym Akashi już niedługo miał zakończyć swój żywot. - Aomine na prawdę jest fatalnym kochankiem!
piątek, 30 stycznia 2015
1001 miniaturek - #2 Święta, święta i... gwałt.
1001 miniaturek
#2 Święta, święta i... gwałt.
Pairing: Akashi x Murasakibara
- Każdej nocy zmienia się w Świętego Mikołaja - mówił Murasakibara głosem, który wzbudza politowanie, ciarki, a do tego przyprawia o ból serca. Po jego policzku spłynęła łza, którą szybko otarł swoją wielką łapą. - I spełnia życzenia... - jęczał. - Własne życzenia.
Słuchającemu go Aomine niemal ciekła ślinka na myśl o Akashim, który chcąc być Świętym Mikołajem ujeżdża go niczym świątecznego renifera (Rudolfa - dla jasności). Jednak Murasakibara liczył raczej na pocieszenie, współczucie i pomoc, a nie na zazdroszczenie mu tego w jak, pozornie, fatalnej sytuacji się znalazł. I tego, że pewna osoba - pomimo swojej wątłej budowy - wciąż patrzyła na niego z góry...
Napalony Aomine był zbędny. Nie potrafił pocieszać.
- Wiesz... - zaczął nerwowo przeczesując włosy. - Może spróbuj dostrzec w tej sytuacji dobre strony?
Murasakibara na chwilę przerwał szlochanie i spojrzał z zaciekawieniem na ciemnoskórego chłopaka.
- Na przykład jakie dobre strony? - spytał cicho.
- No cóż... - zmieszał się Aomine. Liczył raczej na to, że Murasakibara sam, bez jego pomocy, zdoła dostrzec te dobre strony. Najwyraźniej się mylił. - Nie musisz wychodzić z domu, żeby zaliczyć.
Gdy Murasakibra trzasną go ręką po głowie natychmiast, ignorując pulsujący ból w czaszce, znalazł inną dobrą stronę.
- Akashi będzie odstraszał innych nieciekawych mężczyzn, którym wpadniesz w oko. Obaj dobrze wiemy, że potrafi być przerażający. A oni... Lepiej niech mają szpital pod r...
Nie do kończył, bo sytuacja się powtórzyła, a on zajął się myśleniem nad kolejną dobrą stroną. Trochę niepewnie podjął kolejną próbę.
- Z doświadczenia wiem, że Akashi ma całkiem fajne ciało i potrafi być delikatny. Więc nie narzekaj tylko korzystaj!
I zanim Murasakibara pojął sens wypowiedzianych przez Aomine słów, ten był już tam gdzie cycki chodzą bez staników.
Lepiej dla niego...
#2 Święta, święta i... gwałt.
Pairing: Akashi x Murasakibara
- Każdej nocy zmienia się w Świętego Mikołaja - mówił Murasakibara głosem, który wzbudza politowanie, ciarki, a do tego przyprawia o ból serca. Po jego policzku spłynęła łza, którą szybko otarł swoją wielką łapą. - I spełnia życzenia... - jęczał. - Własne życzenia.
Słuchającemu go Aomine niemal ciekła ślinka na myśl o Akashim, który chcąc być Świętym Mikołajem ujeżdża go niczym świątecznego renifera (Rudolfa - dla jasności). Jednak Murasakibara liczył raczej na pocieszenie, współczucie i pomoc, a nie na zazdroszczenie mu tego w jak, pozornie, fatalnej sytuacji się znalazł. I tego, że pewna osoba - pomimo swojej wątłej budowy - wciąż patrzyła na niego z góry...
Napalony Aomine był zbędny. Nie potrafił pocieszać.
- Wiesz... - zaczął nerwowo przeczesując włosy. - Może spróbuj dostrzec w tej sytuacji dobre strony?
Murasakibara na chwilę przerwał szlochanie i spojrzał z zaciekawieniem na ciemnoskórego chłopaka.
- Na przykład jakie dobre strony? - spytał cicho.
- No cóż... - zmieszał się Aomine. Liczył raczej na to, że Murasakibara sam, bez jego pomocy, zdoła dostrzec te dobre strony. Najwyraźniej się mylił. - Nie musisz wychodzić z domu, żeby zaliczyć.
Gdy Murasakibra trzasną go ręką po głowie natychmiast, ignorując pulsujący ból w czaszce, znalazł inną dobrą stronę.
- Akashi będzie odstraszał innych nieciekawych mężczyzn, którym wpadniesz w oko. Obaj dobrze wiemy, że potrafi być przerażający. A oni... Lepiej niech mają szpital pod r...
Nie do kończył, bo sytuacja się powtórzyła, a on zajął się myśleniem nad kolejną dobrą stroną. Trochę niepewnie podjął kolejną próbę.
- Z doświadczenia wiem, że Akashi ma całkiem fajne ciało i potrafi być delikatny. Więc nie narzekaj tylko korzystaj!
I zanim Murasakibara pojął sens wypowiedzianych przez Aomine słów, ten był już tam gdzie cycki chodzą bez staników.
Lepiej dla niego...
czwartek, 29 stycznia 2015
Libster Blog Aword
Davids spokojnie wchodzi na bloga...
"A może więcej wyświetleń! A może jakaś miła wiadomość! A może jakiś nowy komentarz!" - myśli.
I patrzy, i... JEST! Komentarz a do tego taki podbudowujący, bo kto by pomyślał, że ktoś mnie zauważy w internetach! A tu nominacja do Libster Blog Aword - za którą serdecznie dziękuję!
Trochę teorii, którą postaram się was nie zanudzić.
Czym jest Libster Blog Aword? To coś w stylu nagrody za dobrze wykonywaną robotę! (Tak... Robotę. Nogi wywalone na biurko, kawa, muzyczka, gdzieś na drugim (jeśli nie trzecim) planie pisanie - ale ja i tak pracuję! <3)
A co ma na celu? Wypromowanie tych mniej zauważanych (a jakże często lepszych) w internetach. Muszę przyznać, że taka 'pomoc' bardzo mi się przyda. :)
Ale do rzeczy:
- Dostajesz nominację.
- Dostajesz 11 pytań, na które odpowiadasz.
- Zadajesz własne pytania.
- I nominujesz 11 osób, które są warte tej nominacji. A warci są wszyscy, oczywiście.
A więc pytania do mnie:
1) Jakie były początki twojego bloga?
Początki? Ojeju... Hmm... Chyba po prostu pewnego dnia sobie pomyślałam: "Zakładam kolejnego bloga, a co! Może ten nie okaże się kompletnie do niczego!" No i wyszło jak wyszło, czyli wyszło całkiem nieźle.
2) Pierwszy komentarz. Jakie uczucia budzi?
Z pewnością bardzo pozytywne. Pamiętam kiedy u mnie pojawił się pierwszy komentarz... To był po prostu szał: krzyki, wrzaski, skakanie po pokoju, tarzanie się po podłodze i inne takie! Aż tak to nie, ale było bardzo podobnie. To takie fajne uczucie, że ktoś jednak czyta te bazgroły. Ba! A nawet podoba mu się to na tyle, że jest zdolny do skomentowania tego.
3) Czy miałeś/aś czas, gdy chciałeś/aś usunąć bloga?
Szczerze to taka chęć napada mnie raz na jakieś dwa miesiące, czasami krócej. Jest to coś w rodzaju pisarskiego doła. O Boże, Boże jakie to jest do niczego! Nie nadaje się do pisania! Kończę z tym! Jednak wtedy zawsze moje drugie ja - uważające długopis za najlepszego kochanka - wkracza do gry i z moich planów nici. :) I bardzo dobrze.
4) Skąd pomysł?
A różnie. Pomysły do niektórych opowiadań po prostu nagle pojawiają się w mojej głowie. Albo tworzą się bo usłyszę jedno inspirujące zdanie. Całkiem fajna sprawa.
5) A teraz z innej beczki :) Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Więc telewizor włączcie, dźwięk podkrędcie i usiądźcie, zaczynamy Smerfów czas! Nie jestem pewna czy dokładnie tak to brzmiało, ale moja odpowiedź to oczywiście Smerfy!
6) Czytasz książki? Jeśli tak podaj przykład (czy tylko mi się wydaje, ale zabrzmiało to jak zadanie z testu).
Dobry pisarz musi być oczytany - i tej zasady się trzymajmy :D Kocham książki Pratchetta, Kinga i Kavy. Oczywiście nie pogardzę także (jak ja to nazywam) modnymi książkami. Typu: Igrzyska Śmierci, Harry Potter itd. bo są one rzeczywiście bardzo dobre i nie warto ich pomijać tylko dlatego, że uważamy czytanie 'modnych książek' za płytkie.
7) Hobby?
Pisanie, czytanie, jazda konna.
8) Co to był tragizm pokolenia kolumbów? Nie no żartuje! :P Twój najdziwniejszy sen.
To chyba ten pełen przyjacielskich dinozaurów, które chciały mnie zjeść, a okazało się, że to tylko ja błędnie odczytałam ich sygnały.
9) Shippujesz kogoś?
Jeśli chodzi o KnB to szczególnie podoba mi się paring Aomine x Kagami <3
Z TMI Alec x Magnus <3
Z HP Draco i Harry <3
A inne paringi, jak widać, niewarte są wzmianki
10) Ulubiony cytat?
– JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?
– Chyba smutek, panie. A teraz...
– JESTEM ZASMUTKOWANY. - Terry Pratchett (mój guru) "Mort"
11) Masz jakieś marzenie? Pochwal się :)
Książę na białym koniu, ogromne wesele, piękny domek - marzenie każdej dziewczyny zapewne.
I oczywiście sława, sława i jeszcze raz sława!
A tak serio to chciałabym kiedyś coś wydać, coś psychologicznego najlepiej i kontrowersyjnego, by zainteresować ludzi i dać im do myślenia. Bo sami się za to raczej nie zabiorą (bez obrazy dla ludzi (dla mnie też)).
I tu jest ten moment, w którym Davids nagina zasady. Gdyż nie czytam blogów (Ograniczony limit czasu na sprawy 'mniej ważne' to kluczowy problem. Ale oczywiście zdarzy mi się wejść na jakiegoś bloga, przeczytać kilka wpisów, ale potem odchodzi on w niepamięć, a raczej pamięta go tylko moja historia.) nie nominuję nikogo, niestety.
Ale wiedzcie, że podziwiam wiele różnych blogów. Głównie o tematyce yaoi i KnB.
Więc pozdrawiam wszystkich gorąco (szczególnie moich wspaniałych czytelników) i do następnej notki! ;)
"A może więcej wyświetleń! A może jakaś miła wiadomość! A może jakiś nowy komentarz!" - myśli.
I patrzy, i... JEST! Komentarz a do tego taki podbudowujący, bo kto by pomyślał, że ktoś mnie zauważy w internetach! A tu nominacja do Libster Blog Aword - za którą serdecznie dziękuję!
Trochę teorii, którą postaram się was nie zanudzić.
Czym jest Libster Blog Aword? To coś w stylu nagrody za dobrze wykonywaną robotę! (Tak... Robotę. Nogi wywalone na biurko, kawa, muzyczka, gdzieś na drugim (jeśli nie trzecim) planie pisanie - ale ja i tak pracuję! <3)
A co ma na celu? Wypromowanie tych mniej zauważanych (a jakże często lepszych) w internetach. Muszę przyznać, że taka 'pomoc' bardzo mi się przyda. :)
Ale do rzeczy:
- Dostajesz nominację.
- Dostajesz 11 pytań, na które odpowiadasz.
- Zadajesz własne pytania.
- I nominujesz 11 osób, które są warte tej nominacji. A warci są wszyscy, oczywiście.
A więc pytania do mnie:
1) Jakie były początki twojego bloga?
Początki? Ojeju... Hmm... Chyba po prostu pewnego dnia sobie pomyślałam: "Zakładam kolejnego bloga, a co! Może ten nie okaże się kompletnie do niczego!" No i wyszło jak wyszło, czyli wyszło całkiem nieźle.
2) Pierwszy komentarz. Jakie uczucia budzi?
Z pewnością bardzo pozytywne. Pamiętam kiedy u mnie pojawił się pierwszy komentarz... To był po prostu szał: krzyki, wrzaski, skakanie po pokoju, tarzanie się po podłodze i inne takie! Aż tak to nie, ale było bardzo podobnie. To takie fajne uczucie, że ktoś jednak czyta te bazgroły. Ba! A nawet podoba mu się to na tyle, że jest zdolny do skomentowania tego.
3) Czy miałeś/aś czas, gdy chciałeś/aś usunąć bloga?
Szczerze to taka chęć napada mnie raz na jakieś dwa miesiące, czasami krócej. Jest to coś w rodzaju pisarskiego doła. O Boże, Boże jakie to jest do niczego! Nie nadaje się do pisania! Kończę z tym! Jednak wtedy zawsze moje drugie ja - uważające długopis za najlepszego kochanka - wkracza do gry i z moich planów nici. :) I bardzo dobrze.
4) Skąd pomysł?
A różnie. Pomysły do niektórych opowiadań po prostu nagle pojawiają się w mojej głowie. Albo tworzą się bo usłyszę jedno inspirujące zdanie. Całkiem fajna sprawa.
5) A teraz z innej beczki :) Ulubiona bajka z dzieciństwa?
Więc telewizor włączcie, dźwięk podkrędcie i usiądźcie, zaczynamy Smerfów czas! Nie jestem pewna czy dokładnie tak to brzmiało, ale moja odpowiedź to oczywiście Smerfy!
6) Czytasz książki? Jeśli tak podaj przykład (czy tylko mi się wydaje, ale zabrzmiało to jak zadanie z testu).
Dobry pisarz musi być oczytany - i tej zasady się trzymajmy :D Kocham książki Pratchetta, Kinga i Kavy. Oczywiście nie pogardzę także (jak ja to nazywam) modnymi książkami. Typu: Igrzyska Śmierci, Harry Potter itd. bo są one rzeczywiście bardzo dobre i nie warto ich pomijać tylko dlatego, że uważamy czytanie 'modnych książek' za płytkie.
7) Hobby?
Pisanie, czytanie, jazda konna.
8) Co to był tragizm pokolenia kolumbów? Nie no żartuje! :P Twój najdziwniejszy sen.
To chyba ten pełen przyjacielskich dinozaurów, które chciały mnie zjeść, a okazało się, że to tylko ja błędnie odczytałam ich sygnały.
9) Shippujesz kogoś?
Jeśli chodzi o KnB to szczególnie podoba mi się paring Aomine x Kagami <3
Z TMI Alec x Magnus <3
Z HP Draco i Harry <3
A inne paringi, jak widać, niewarte są wzmianki
10) Ulubiony cytat?
– JAK SIĘ NAZYWA TO UCZUCIE W GŁOWIE, UCZUCIE TĘSKNEGO ŻALU, ŻE RZECZY SĄ TAKIE, JAKIE NAJWYRAŹNIEJ SĄ?
– Chyba smutek, panie. A teraz...
– JESTEM ZASMUTKOWANY. - Terry Pratchett (mój guru) "Mort"
11) Masz jakieś marzenie? Pochwal się :)
Książę na białym koniu, ogromne wesele, piękny domek - marzenie każdej dziewczyny zapewne.
I oczywiście sława, sława i jeszcze raz sława!
A tak serio to chciałabym kiedyś coś wydać, coś psychologicznego najlepiej i kontrowersyjnego, by zainteresować ludzi i dać im do myślenia. Bo sami się za to raczej nie zabiorą (bez obrazy dla ludzi (dla mnie też)).
I tu jest ten moment, w którym Davids nagina zasady. Gdyż nie czytam blogów (Ograniczony limit czasu na sprawy 'mniej ważne' to kluczowy problem. Ale oczywiście zdarzy mi się wejść na jakiegoś bloga, przeczytać kilka wpisów, ale potem odchodzi on w niepamięć, a raczej pamięta go tylko moja historia.) nie nominuję nikogo, niestety.
Ale wiedzcie, że podziwiam wiele różnych blogów. Głównie o tematyce yaoi i KnB.
Więc pozdrawiam wszystkich gorąco (szczególnie moich wspaniałych czytelników) i do następnej notki! ;)
1001 miniaturek - #1 Zakłopotanie
Witajcie kochani, chyba zwariowałam... Na 100% zwariowałam! No ale...
Challenge czas zacząć! 1001 miniaturek! ;o To jest dopiero coś... ale postaram się temu podołać. Zamierzam w najbliższym czasie wstawiać codziennie, w miarę możliwości, nowe miniaturki i tym samym osiągnąć ilość 1001! Więc życzcie mi powodzenia i komentujcie! :)
1001 miniaturek
#1 Zakłopotanie
Pairing: Kise x Aomine
- Meczy mnie ta szkoła - westchnął Akashi siedząc na ławce i wyciągając głowę w stronę popołudniowego słońca.
Dzień rozpoczął nudno, a dalszy jego ciąg... także zapowiadał się nudno. Dla Akashiego wszystko ostatnio było nudne. Bardzo nudne, ale Midorima zasłaniający błogie ciepełko, w którego promieniach czerwonowłosy z chęcią się opalał był po prostu szczerze irytujący i chyba właśnie ryzykował utratę ręki, bądź też innej z pięciu kończyn.
- A wiesz co mnie męczy? - spytał głosem niewyrażającym żadnych emocji. Leniwie poprawił okulary.
- Nie wiem - westchnął Akashi. - I niespecjalnie mnie to interesuje.
Jednak Midorima uznał, że Akashi stwierdził, że niezmiernie do to interesuje. A nawet jeśli usłyszał dokładnie to po powiedział kapitan to chyba uznał, że mało go to obchodzi.
- Aomine i Kise. - Oznajmił. - Dzielenie z nimi mieszkania doprowadza mnie do szaleństwa. Wczoraj w nocy zabawiali się przez dwie godziny. DWIE GODZINY. Moim zdaniem nie ma tam nic wartego więcej niż godzinę uwagi.
Akashi zapatrzył się na chłopaka, to że udawał takiego świętoszka było wręcz urocze. Albo nie, nie urocze, było nudne. Nawet nie tyle nudne co po prostu irytujące!
- Przyprawiasz mnie o zakłopotanie - jęknął Akashi nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Z presji wybawił go Aomine, który za to w zakłopotanie wpędził Midorimę.
- O czym rozmawiacie? - spytał wesoło i zachodząc Akashiego od tyłu położył mu dłonie na ramionach. Ten wzdrygnął się z obrzydzeniem.
- Nie dotykaj mnie, bo dostaniesz potrójny zestaw ćwiczeń! - krzyknął, co skutecznie odstraszyło Aomine.
- O co ci chodzi? - spytał zaskoczony.
- Nie wiadomo czego te ręce dotykały wczorajszej nocy - wytłumaczył Akashi spokojnie.
- O czym on mówi? - spytał zaskoczony Aomine Midorime.
- O tym, że ty i Kise pieprzycie się jak króliki - powiedział prosto z mostu.
- Słyszałeś?!
- Aomine... - jęknął Midorima. - Jeśli dolne łóżko się porusza, górne robi to samo...
- Myśleliśmy, że śpisz!
- Wierz mi, chciałem spać.
Challenge czas zacząć! 1001 miniaturek! ;o To jest dopiero coś... ale postaram się temu podołać. Zamierzam w najbliższym czasie wstawiać codziennie, w miarę możliwości, nowe miniaturki i tym samym osiągnąć ilość 1001! Więc życzcie mi powodzenia i komentujcie! :)
1001 miniaturek
#1 Zakłopotanie
Pairing: Kise x Aomine
- Meczy mnie ta szkoła - westchnął Akashi siedząc na ławce i wyciągając głowę w stronę popołudniowego słońca.
Dzień rozpoczął nudno, a dalszy jego ciąg... także zapowiadał się nudno. Dla Akashiego wszystko ostatnio było nudne. Bardzo nudne, ale Midorima zasłaniający błogie ciepełko, w którego promieniach czerwonowłosy z chęcią się opalał był po prostu szczerze irytujący i chyba właśnie ryzykował utratę ręki, bądź też innej z pięciu kończyn.
- A wiesz co mnie męczy? - spytał głosem niewyrażającym żadnych emocji. Leniwie poprawił okulary.
- Nie wiem - westchnął Akashi. - I niespecjalnie mnie to interesuje.
Jednak Midorima uznał, że Akashi stwierdził, że niezmiernie do to interesuje. A nawet jeśli usłyszał dokładnie to po powiedział kapitan to chyba uznał, że mało go to obchodzi.
- Aomine i Kise. - Oznajmił. - Dzielenie z nimi mieszkania doprowadza mnie do szaleństwa. Wczoraj w nocy zabawiali się przez dwie godziny. DWIE GODZINY. Moim zdaniem nie ma tam nic wartego więcej niż godzinę uwagi.
Akashi zapatrzył się na chłopaka, to że udawał takiego świętoszka było wręcz urocze. Albo nie, nie urocze, było nudne. Nawet nie tyle nudne co po prostu irytujące!
- Przyprawiasz mnie o zakłopotanie - jęknął Akashi nie bardzo wiedząc co powiedzieć. Z presji wybawił go Aomine, który za to w zakłopotanie wpędził Midorimę.
- O czym rozmawiacie? - spytał wesoło i zachodząc Akashiego od tyłu położył mu dłonie na ramionach. Ten wzdrygnął się z obrzydzeniem.
- Nie dotykaj mnie, bo dostaniesz potrójny zestaw ćwiczeń! - krzyknął, co skutecznie odstraszyło Aomine.
- O co ci chodzi? - spytał zaskoczony.
- Nie wiadomo czego te ręce dotykały wczorajszej nocy - wytłumaczył Akashi spokojnie.
- O czym on mówi? - spytał zaskoczony Aomine Midorime.
- O tym, że ty i Kise pieprzycie się jak króliki - powiedział prosto z mostu.
- Słyszałeś?!
- Aomine... - jęknął Midorima. - Jeśli dolne łóżko się porusza, górne robi to samo...
- Myśleliśmy, że śpisz!
- Wierz mi, chciałem spać.
niedziela, 25 stycznia 2015
5/20 Kuroko boi się robaków
20 faktów o Kuroko Tetsuyi
5/20 Kuroko boi się robaków
Paring: Kagami x Kuroko
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!! - głośny i długi krzyk, naprawdę głośny i naprawdę długi, wypełniał moje uszy, kiedy choć raz chciałem w spokoju obejrzeć mecz, jednak i tym razem nie było mi to dane.
Kuroko, jak to zwykle miał w zwyczaju w soboty o dziewiętnastej, postanowił wziąć długą, relaksującą kąpiel. Ale jak tu się relaksować kiedy w każdym kącie czyhają takie okropieństwa.
Tydzień temu - pająk ukryty za lustrem, który oczywiście zrobił to specjalnie bo jego hobby to straszenie niewinnych i bezbronnych niebieskowłosych chłopców, w tym wypadku Kuroko.
Dwa tygodnie temu - ogromna mucha kręcąca się obok ucha Tetsu i wybzykująca ballady miłosne, których sensu oczywiście nikt nie mógł pojąć i dlatego mucha była zawiedziona.
Trzy tygodnie temu - pewien szary motylek, potocznie zwany ćmą, którego popęd seksualny był dużo silniejszy niż mój (brednie).
Cztery tygodnie temu - biedronka, która zagrzała miejsce na desce sedesu i stwierdziła, że doprowadzi Kuroko do szaleństwa z powodu wstrzymywania moczu.
Pięć tygodni temu - komar sadysta, z brzuchem bez dna.
Cofać się pamięcią dalej wstecz nawet nie warto, bo to co tam zaobserwowałem było znacznie gorsze niż to co zapamiętałem, a do tego całkiem niewarte zapamiętania.
- Kaaaaagaaaaaamiiiiii!!! - krzyczał Kuroko z łazienki i w końcu zmusił mnie do opuszczenia wygodnego miejsca na kanapie, zostawienia meczu i udania się do łazienki, żeby wybawić moją Królewnę z opresji.
Sytuacja, którą tam zaobserwowałem była nie na tyle straszna co komiczna. Kuroko z mokrymi włosami i kropelkami potu lśniącymi na nagim torsie ściskał w dłoniach mop i niezbyt skutecznie odpędzał nim ogromnego karalucha, który wziął się znikąd i postanowił, że tym razem urządzi sobie pokaz stepowania w naszej łazience.
Wybuchłem śmiechem i raz na zawsze skończyłem jego agoniczne tańce przyciskając go butem. Tetsu spojrzał na mnie jak na Supermana, który w drodze do potrzebującego zgubił pelerynę. Jego oczy świeciły jak dwa diamenciki.
- Kagami-kun! - zawołał rozweselony i rzucił mi się na szyję przytulając mocno, a ja wręcz nie mogłem nie skorzystać z okazji i nie dodać łazienki do listy miejsc, w których uprawialiśmy seks.
Notka pisana na szybko - dosłownie w pięć minut, więc bądźcie wyrozumiali.
Wiecie co? Już miałam sobie odpuścić pisanie, ale wchodzę dzisiaj na bloga, a tam co? 3 nowe komentarze i do tego megaa motywujące! więc nie martwcie się - Davids wraca do gry!
5/20 Kuroko boi się robaków
Paring: Kagami x Kuroko
- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!! - głośny i długi krzyk, naprawdę głośny i naprawdę długi, wypełniał moje uszy, kiedy choć raz chciałem w spokoju obejrzeć mecz, jednak i tym razem nie było mi to dane.
Kuroko, jak to zwykle miał w zwyczaju w soboty o dziewiętnastej, postanowił wziąć długą, relaksującą kąpiel. Ale jak tu się relaksować kiedy w każdym kącie czyhają takie okropieństwa.
Tydzień temu - pająk ukryty za lustrem, który oczywiście zrobił to specjalnie bo jego hobby to straszenie niewinnych i bezbronnych niebieskowłosych chłopców, w tym wypadku Kuroko.
Dwa tygodnie temu - ogromna mucha kręcąca się obok ucha Tetsu i wybzykująca ballady miłosne, których sensu oczywiście nikt nie mógł pojąć i dlatego mucha była zawiedziona.
Trzy tygodnie temu - pewien szary motylek, potocznie zwany ćmą, którego popęd seksualny był dużo silniejszy niż mój (brednie).
Cztery tygodnie temu - biedronka, która zagrzała miejsce na desce sedesu i stwierdziła, że doprowadzi Kuroko do szaleństwa z powodu wstrzymywania moczu.
Pięć tygodni temu - komar sadysta, z brzuchem bez dna.
Cofać się pamięcią dalej wstecz nawet nie warto, bo to co tam zaobserwowałem było znacznie gorsze niż to co zapamiętałem, a do tego całkiem niewarte zapamiętania.
- Kaaaaagaaaaaamiiiiii!!! - krzyczał Kuroko z łazienki i w końcu zmusił mnie do opuszczenia wygodnego miejsca na kanapie, zostawienia meczu i udania się do łazienki, żeby wybawić moją Królewnę z opresji.
Sytuacja, którą tam zaobserwowałem była nie na tyle straszna co komiczna. Kuroko z mokrymi włosami i kropelkami potu lśniącymi na nagim torsie ściskał w dłoniach mop i niezbyt skutecznie odpędzał nim ogromnego karalucha, który wziął się znikąd i postanowił, że tym razem urządzi sobie pokaz stepowania w naszej łazience.
Wybuchłem śmiechem i raz na zawsze skończyłem jego agoniczne tańce przyciskając go butem. Tetsu spojrzał na mnie jak na Supermana, który w drodze do potrzebującego zgubił pelerynę. Jego oczy świeciły jak dwa diamenciki.
- Kagami-kun! - zawołał rozweselony i rzucił mi się na szyję przytulając mocno, a ja wręcz nie mogłem nie skorzystać z okazji i nie dodać łazienki do listy miejsc, w których uprawialiśmy seks.
Notka pisana na szybko - dosłownie w pięć minut, więc bądźcie wyrozumiali.
Wiecie co? Już miałam sobie odpuścić pisanie, ale wchodzę dzisiaj na bloga, a tam co? 3 nowe komentarze i do tego megaa motywujące! więc nie martwcie się - Davids wraca do gry!
niedziela, 7 grudnia 2014
Czy te oczy mogą kłamać?
Kuroko no basket
One-shot
Pairingi: Momoi x Aomine, Kagami x Himuro
- Aomine... - zaczęła Momoi siedząca na jego kanapie, zanim chłopak się w ogóle zorientował, że trzymała jego album. Nie wyglądała na specjalnie zachwyconą, gdy tylko Aomine wrócił do pokoju ze szklanką wody uniosła album ze zdjęciem Aomine do góry i uśmiechając się szeroko wykrzyknęła: - BYŁEŚ SŁODKI GDY BYŁEŚ MAŁY!!!
Aomine skrzywił się upuszczając szklankę wody, która roztrzaskała się na podłodze tym samym mocząc skarpetki chłopaka. Patrząc na swoje zdjęcie z dzieciństwa powstrzymywał wymioty.
- CO?! - wrzasnął Aomine. - Gdzie to znalazłaś?!
- W twojej szafce - odpowiedziała Momoi wskazując na szafkę. Drzwiczki otworzone na roścież poprzez, które na dywan wypadały najróżniejsze zeszyty i albumy, a także bokserki Aomine, na których widok Aomine zareagował wyjątkowo dziwnie.
Podbiegł do szafki starając się jak najszybciej wepchnąć wszystkie części jego garderoby na miejsce. Różnokolorowe bokserki latały we wszystkie strony, aż w końcu w niewiadomy sposób jedna para bokserek wylądowała na twarzy Momoi. Dziewczyna zdjęła je z siebie z lekkim obrzydzeniem. Wyciągnęła je przed siebie i rozciągnęła, jednak nie wydawała się zadowolona.
- Jesteś koszykarzem - powiedziała w końcu. - Myślałam, że masz większy rozmiar...
- Oddawaj to! - krzyknął wyrywając jej intymną część swojej garderoby. Potem przyjrzał się im ukradkiem i z zadowoleniem stwierdził, że nie należały do niego. - To Kise.
- Powinnam pytać co bokserki Ki-chan robią w twojej szafce? - spytała Momoi przeglądając dalej album.
- Nie, nie powinnaś... - mruknął Aomine, a zdając sobie sprawę z własnych słów szybko się zaczerwienił i nerwowo przeczesując włosy zaczął się tłumaczyć. - To znaczy... To nie tak jak myślisz! - krzyknął choć Momoi już straciła zainteresowanie bokserkami blondyna, album wydawał się ciekawszy. - On tylko... Zostawił je tu... przez przypadek!
- Jak można zostawić u kogoś swoje bokserki przez przypadek? - spytała Momoi przechylając głowę i patrząc uważnie na Aomine, który nagle zaczął się pocić. Zamknęła album i odłożyła go na łóżko wciąż nie odrywając wzroku od przyjaciela.
- On... Po prostu... - jęknął i wziął głęboki oddech. - Po prostu lubię różnorodność, okej?
Patrzył na różowowłosą niby to obojętnie, ale jego serce waliło jak oszalałe. Z pewnością wyprzedziło by ciężarówkę pędząca z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Dłonie włożył do kieszeni spodni i zacisnął w pięści, chcąc powstrzymać ich drżenie. Nie było to wcale takie łatwe jak się wydawało bo nagle i jego spodnie zaczęły się trząść.
Momoi przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona na Aomine, a potem zachichotała. Wstała i zbliżyła się do niego zakładając mu ręce na szyję.
- Skoro Ki-chan zostawił tu przypadkiem bokserki... - mruknęła zadziornie i przygryzła wargę zerkając mu w oczy. - To nie zamierzam być gorsza... I przez przypadek mogę zostawić tutaj mój stanik. Co ty na to? - spytała słodko się przy tym uśmiechając.
Aomine odchrząknął i pokręcił głową udając, że się zastanawia choć decyzję podjął natychmiastowo. Wyjął dłonie z kieszeni i złapał Momoi za biodra od razu ją do siebie przyciągając.
- To chyba całkiem rozsądna propozycja - stwierdził cicho. - I do tego fajna. A ja lubię rozsądne i fajne propozycje.
Uśmiechnął się łobuzersko po czym zachłannie ją pocałował. Naparł na nią popychając ją jednocześnie w stronę kanapy. Pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej intymny. Momoi wsunęła chłodne dłonie pod koszulkę Aomine, a chłopak zaczął podwijać jej bluzkę, która szybko znalazła się... gdzieś na podłodze.
Szybko pchnął ją na łóżko i znalazł się na niej, opierając się dłońmi o łóżko. Całował ją masując przez stanik jej piersi, ale po chwili już mu to nie wystarczało. Szybko zabrał się za rozpinanie stanika, z którymi zawsze miał problem. Jednak nie mieszkał już z matką i nie mógł jej zawołać i poprosić, żeby mu w tym pomogła. A może to i lepiej... Bo z taką pomocą domową z pewnością wciąż byłby prawiczkiem.
- Ał! - jęknęła Momoi przerywając pocałunek, a Aomine spojrzał na nią jak na bezbronne zwierze schwytane w pułapkę.
- Zrobiłem ci coś? - spytał z trudem przełykając ślinę, nie chciał dłużej czekać co potwierdzało spore wybrzuszenie w jego spodniach.
- Nie... - jęknęła sięgając za plecy skąd wyjęła album, który wcześniej oglądała. - To tylko album... - uśmiechnęła się słodko i odłożyła go na podłogę.
- Jakim prawem nam przerwał? - mruknął Aomine i ponownie wpił się w jej usta, ale dziewczyna minimalnie się od niego odsunęła po raz kolejny przerywając pocałunek. - Co znowu? - jęknął nie ukrywając tego, że jest zawiedziony.
- Nic... - odparła. - Po prostu nie mogę traktować tej całej sytuacji na poważnie kiedy mam na sobie skarpetki. - Zaśmiała się.
- To zdejmij skarpetki - zaproponował Aomine nie widząc w tej sytuacji nic zabawnego.
I w chwili gdy Momoi pozbyła się skarpetek zrobiło się naprawdę poważnie.
W tym samym czasie...
- Zostaw to Himuro... - mruknął Kagami leżąc na łóżku. Po niesamowicie męczącym meczu z Himuro, jeden na jeden, stracił wszystkie chęci do życia. I pomimo, że wygrał ten mecz czuł się tak jakby zgwałciło go stado pingwinów. Więc z pewnością się nie cieszył.
- Jezu Kagami - jęknął ciemnowłosy odwracając się w jego stronę i opierając ręce na biodrach. Wyglądał jak nadąsana baletnica. - Kiedy zrobiłeś się taki ponury?
- Nie jestem ponury - mruknął nawet nie otwierając oczu. - Po prostu lubię mojego xboksa, a ty nie należysz do osób, którym chciałbym go powierzyć w opiece - stwierdził.
- Czyli mi nie ufasz? - naburmuszył się Himuro.
- Oczywiście, że ci ufam. Ale nie w sprawach związanych z moim xboksem - poprawił go.
Himuro jedynie prychnął i zostawił jakże cennego xboksa w spokoju. Tym razem zainteresował go aparat fotograficzny leżący obok. Wziął go szybko i zrobił kilka zdjęć (używając do tego bardzo mocnego flesza) Kagamiego.
- Muszę wyrażać się precyzyjniej - warknął Kagami i wstał po czym wyjął chłopakowi aparat z rąk i położył z powrotem na szafce. - Nie ufam ci w sprawach dotyczących elektroniki.
Himuro zrobił smutną minę...
- Nie ufasz mi - jęknął.
- Nie - odparł obojętnie Kagami.
...która najwyraźniej nie zrobiła najmniejszego wrażenia na Kagamim.
Tym razem zrobił słodką minę...
- Naprawdę mi nie ufasz - jęknął.
- Nie - odparł obojętnie Kagami.
...która najwyraźniej nie zrobiła najmniejszego wrażenia na Kagamim.
Lekko zirytowany spojrzał na niego z niekrytym pożądaniem, ogromnymi ciemnymi oczami wpatrywał się w czerwonowłosego, który przełknął z trudem ślinę patrząc na Himuro. Bingo!
- Czy te oczy mogą kłamać? - spytał Himuro oblizując usta.
- Przestań - warknął Kagami odwracając głowę.
- Dlaczego? - spytał Himuro wpychając się przed Kagamiego i zmuszając go do tego by na niego spojrzał.
- Bo mam ochotę przelecieć cię na tej kanapie - mruknął rumieniąc się lekko, a Himuro krzyknął z radości przyprawiając Kagamiego o niemałe zakłopotanie.
- To świetnie! - wykrzyknął z entuzjazmem. - W końcu jakieś oznaki prawidłowego funkcjonowania! Znowu wróciłeś do żywych!
Od kiedy Himuro stał się irytującym, rozwrzeszczanym bachorem? - pomyślał Kagami.
Himuro jedynie zachichotał i pchnął Kagamiego zmuszając go by usiadł na łóżku, a on szybko zajął miejsce na jego kolanach całując go po szyi, ale już po chwili odnalazł jego usta i teraz to do nich się przyssał. Jednak nie nacieszył się nimi długo bo Kagami zdecydowanym ruchem zepchnął go z siebie na podłogę i wstał pochylając się nad leżącym chłopakiem.
- Nie tym razem, kochanie - powiedział uśmiechając się przy tym słodko, a Himuro był niemal pewny, że nad głową czerwonowłosego lata stado pingwinów. Tak... pingwinów.
One-shot
Pairingi: Momoi x Aomine, Kagami x Himuro
- Aomine... - zaczęła Momoi siedząca na jego kanapie, zanim chłopak się w ogóle zorientował, że trzymała jego album. Nie wyglądała na specjalnie zachwyconą, gdy tylko Aomine wrócił do pokoju ze szklanką wody uniosła album ze zdjęciem Aomine do góry i uśmiechając się szeroko wykrzyknęła: - BYŁEŚ SŁODKI GDY BYŁEŚ MAŁY!!!
Aomine skrzywił się upuszczając szklankę wody, która roztrzaskała się na podłodze tym samym mocząc skarpetki chłopaka. Patrząc na swoje zdjęcie z dzieciństwa powstrzymywał wymioty.
- CO?! - wrzasnął Aomine. - Gdzie to znalazłaś?!
- W twojej szafce - odpowiedziała Momoi wskazując na szafkę. Drzwiczki otworzone na roścież poprzez, które na dywan wypadały najróżniejsze zeszyty i albumy, a także bokserki Aomine, na których widok Aomine zareagował wyjątkowo dziwnie.
Podbiegł do szafki starając się jak najszybciej wepchnąć wszystkie części jego garderoby na miejsce. Różnokolorowe bokserki latały we wszystkie strony, aż w końcu w niewiadomy sposób jedna para bokserek wylądowała na twarzy Momoi. Dziewczyna zdjęła je z siebie z lekkim obrzydzeniem. Wyciągnęła je przed siebie i rozciągnęła, jednak nie wydawała się zadowolona.
- Jesteś koszykarzem - powiedziała w końcu. - Myślałam, że masz większy rozmiar...
- Oddawaj to! - krzyknął wyrywając jej intymną część swojej garderoby. Potem przyjrzał się im ukradkiem i z zadowoleniem stwierdził, że nie należały do niego. - To Kise.
- Powinnam pytać co bokserki Ki-chan robią w twojej szafce? - spytała Momoi przeglądając dalej album.
- Nie, nie powinnaś... - mruknął Aomine, a zdając sobie sprawę z własnych słów szybko się zaczerwienił i nerwowo przeczesując włosy zaczął się tłumaczyć. - To znaczy... To nie tak jak myślisz! - krzyknął choć Momoi już straciła zainteresowanie bokserkami blondyna, album wydawał się ciekawszy. - On tylko... Zostawił je tu... przez przypadek!
- Jak można zostawić u kogoś swoje bokserki przez przypadek? - spytała Momoi przechylając głowę i patrząc uważnie na Aomine, który nagle zaczął się pocić. Zamknęła album i odłożyła go na łóżko wciąż nie odrywając wzroku od przyjaciela.
- On... Po prostu... - jęknął i wziął głęboki oddech. - Po prostu lubię różnorodność, okej?
Patrzył na różowowłosą niby to obojętnie, ale jego serce waliło jak oszalałe. Z pewnością wyprzedziło by ciężarówkę pędząca z prędkością stu pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. Dłonie włożył do kieszeni spodni i zacisnął w pięści, chcąc powstrzymać ich drżenie. Nie było to wcale takie łatwe jak się wydawało bo nagle i jego spodnie zaczęły się trząść.
Momoi przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona na Aomine, a potem zachichotała. Wstała i zbliżyła się do niego zakładając mu ręce na szyję.
- Skoro Ki-chan zostawił tu przypadkiem bokserki... - mruknęła zadziornie i przygryzła wargę zerkając mu w oczy. - To nie zamierzam być gorsza... I przez przypadek mogę zostawić tutaj mój stanik. Co ty na to? - spytała słodko się przy tym uśmiechając.
Aomine odchrząknął i pokręcił głową udając, że się zastanawia choć decyzję podjął natychmiastowo. Wyjął dłonie z kieszeni i złapał Momoi za biodra od razu ją do siebie przyciągając.
- To chyba całkiem rozsądna propozycja - stwierdził cicho. - I do tego fajna. A ja lubię rozsądne i fajne propozycje.
Uśmiechnął się łobuzersko po czym zachłannie ją pocałował. Naparł na nią popychając ją jednocześnie w stronę kanapy. Pocałunek z każdą chwilą stawał się coraz bardziej intymny. Momoi wsunęła chłodne dłonie pod koszulkę Aomine, a chłopak zaczął podwijać jej bluzkę, która szybko znalazła się... gdzieś na podłodze.
Szybko pchnął ją na łóżko i znalazł się na niej, opierając się dłońmi o łóżko. Całował ją masując przez stanik jej piersi, ale po chwili już mu to nie wystarczało. Szybko zabrał się za rozpinanie stanika, z którymi zawsze miał problem. Jednak nie mieszkał już z matką i nie mógł jej zawołać i poprosić, żeby mu w tym pomogła. A może to i lepiej... Bo z taką pomocą domową z pewnością wciąż byłby prawiczkiem.
- Ał! - jęknęła Momoi przerywając pocałunek, a Aomine spojrzał na nią jak na bezbronne zwierze schwytane w pułapkę.
- Zrobiłem ci coś? - spytał z trudem przełykając ślinę, nie chciał dłużej czekać co potwierdzało spore wybrzuszenie w jego spodniach.
- Nie... - jęknęła sięgając za plecy skąd wyjęła album, który wcześniej oglądała. - To tylko album... - uśmiechnęła się słodko i odłożyła go na podłogę.
- Jakim prawem nam przerwał? - mruknął Aomine i ponownie wpił się w jej usta, ale dziewczyna minimalnie się od niego odsunęła po raz kolejny przerywając pocałunek. - Co znowu? - jęknął nie ukrywając tego, że jest zawiedziony.
- Nic... - odparła. - Po prostu nie mogę traktować tej całej sytuacji na poważnie kiedy mam na sobie skarpetki. - Zaśmiała się.
- To zdejmij skarpetki - zaproponował Aomine nie widząc w tej sytuacji nic zabawnego.
I w chwili gdy Momoi pozbyła się skarpetek zrobiło się naprawdę poważnie.
W tym samym czasie...
- Zostaw to Himuro... - mruknął Kagami leżąc na łóżku. Po niesamowicie męczącym meczu z Himuro, jeden na jeden, stracił wszystkie chęci do życia. I pomimo, że wygrał ten mecz czuł się tak jakby zgwałciło go stado pingwinów. Więc z pewnością się nie cieszył.
- Jezu Kagami - jęknął ciemnowłosy odwracając się w jego stronę i opierając ręce na biodrach. Wyglądał jak nadąsana baletnica. - Kiedy zrobiłeś się taki ponury?
- Nie jestem ponury - mruknął nawet nie otwierając oczu. - Po prostu lubię mojego xboksa, a ty nie należysz do osób, którym chciałbym go powierzyć w opiece - stwierdził.
- Czyli mi nie ufasz? - naburmuszył się Himuro.
- Oczywiście, że ci ufam. Ale nie w sprawach związanych z moim xboksem - poprawił go.
Himuro jedynie prychnął i zostawił jakże cennego xboksa w spokoju. Tym razem zainteresował go aparat fotograficzny leżący obok. Wziął go szybko i zrobił kilka zdjęć (używając do tego bardzo mocnego flesza) Kagamiego.
- Muszę wyrażać się precyzyjniej - warknął Kagami i wstał po czym wyjął chłopakowi aparat z rąk i położył z powrotem na szafce. - Nie ufam ci w sprawach dotyczących elektroniki.
Himuro zrobił smutną minę...
- Nie ufasz mi - jęknął.
- Nie - odparł obojętnie Kagami.
...która najwyraźniej nie zrobiła najmniejszego wrażenia na Kagamim.
Tym razem zrobił słodką minę...
- Naprawdę mi nie ufasz - jęknął.- Nie - odparł obojętnie Kagami.
...która najwyraźniej nie zrobiła najmniejszego wrażenia na Kagamim.
Lekko zirytowany spojrzał na niego z niekrytym pożądaniem, ogromnymi ciemnymi oczami wpatrywał się w czerwonowłosego, który przełknął z trudem ślinę patrząc na Himuro. Bingo!
- Czy te oczy mogą kłamać? - spytał Himuro oblizując usta.
- Przestań - warknął Kagami odwracając głowę.
- Dlaczego? - spytał Himuro wpychając się przed Kagamiego i zmuszając go do tego by na niego spojrzał.
- Bo mam ochotę przelecieć cię na tej kanapie - mruknął rumieniąc się lekko, a Himuro krzyknął z radości przyprawiając Kagamiego o niemałe zakłopotanie.
- To świetnie! - wykrzyknął z entuzjazmem. - W końcu jakieś oznaki prawidłowego funkcjonowania! Znowu wróciłeś do żywych!
Od kiedy Himuro stał się irytującym, rozwrzeszczanym bachorem? - pomyślał Kagami.Himuro jedynie zachichotał i pchnął Kagamiego zmuszając go by usiadł na łóżku, a on szybko zajął miejsce na jego kolanach całując go po szyi, ale już po chwili odnalazł jego usta i teraz to do nich się przyssał. Jednak nie nacieszył się nimi długo bo Kagami zdecydowanym ruchem zepchnął go z siebie na podłogę i wstał pochylając się nad leżącym chłopakiem.
- Nie tym razem, kochanie - powiedział uśmiechając się przy tym słodko, a Himuro był niemal pewny, że nad głową czerwonowłosego lata stado pingwinów. Tak... pingwinów.
piątek, 28 listopada 2014
Ho ho ho cz.1
Fairy tail
Gray x Kendra
- Pada śnieg! Pada śnieg! - w powietrzu roznosiły się wesołe krzyki dzieci lepiących bałwana, rzucających się śnieżkami lub po prostu rzucały się śnieżkami.
Ale ja wcale się nie cieszyłam. Śnieg oznaczał zbliżające się święta. Święta oznaczały Sylwestra. Sylwester oznaczał Nowy Rok. Rok, który miałam przebyć w samotności. Miałam dość jednorazowych numerków w klubowej toalecie, wyskoków w bok, w końcu chciałam znaleźć prawdziwą miłość. Ale po skończonej pracy w centrum handlowym gdzie, cały dzień w stroju zielonego elfa, rozdawałam cukierki, zamiast na poszukiwania miłości wybrałam się do baru.
Śnieg wciąż padał, a na chodnikach zdążyły się już utworzyć porządne zaspy, temperatura spadła poniżej zera. Weszłam do baru, strzepałam śnieg z blond włosów i z ramion. Moje policzki były czerwone. Zatarłam ręce jednocześnie na nie chuchając. Dzień rozpoczął się tak pięknie, że chyba nikt nie pomyślał o zabraniu z domu rękawiczek.
W barze panował świąteczny nastrój, nad ladą zawieszono biało-czerwone światełka, w kącie stała spora choinka, a w powietrzu roznosił się jej zapach, w głośnikach rozbrzmiewała nastrojowa muzyka. Za ladą Erza w skąpym stroju pomocnika Świętego Mikołaja (że też nie było jej zimno) rozdawała drinki i swój numer telefonu. Zawsze dziwiło mnie w jaki sposób jest tak pożądana przez facetów. Może to zasługa biustu, a może po prostu położenia, które z pewnością jej sprzyjało.
Przeszłam przez bar, żaden osobnik płci przeciwnej nie był na tyle miły by uraczyć mnie swoim spojrzeniem, wszyscy ustawiali się w kolejce do Erzy. Czemu mnie to nie dziwiło? Z cichym westchnieniem usiadłam na jednym ze stołków przy barze.
- Hej - rzuciłam do Erzy.
- Hej - odparła zbyt zajęta nalewaniem piwa by nawet na mnie spojrzeć. - Chętnie bym się tobą zajęła, kochanie, ale mam urwanie głowy - jęknęła w między czasie przyjmując kolejne zamówienie.
- Nie ma sprawy. sama się sobą zajmę - powiedziałam miło, ale Erza wciąż mówiła jednocześnie podając drinki i zapisując na serwetkach swój numer i godzinę o której kończy pracę. - Lucy już dawno powinna tu być. Dzwoniłam do niej może trzydzieści razy, ale nie odbiera - skarżyła się. - Miała tu być i prowadzić akcję charytatywną. To musi być dzisiaj! Za dwa dni Wigilia, a dzieci z sierocińca, także potrzebują prezentów. Nie wiem co robić! - powiedziała smutno, a ja byłam niemal pewna, że jeszcze chwila, a się rozpłacze.
- Hej - złapałam ją za ręce zmuszając do tego by na mnie spojrzała. - Mogę zastąpić Lucy... I tak nie mam nic do roboty...
- Naprawdę?! - wykrzyknęła i tym razem to ona złapała mnie za ręce patrząc na mnie z nadzieją w oczach.
- Jasne - uśmiechnęłam się miło. - Co to za akcja?
Nie odpowiedziała tylko wskazała na prawo gdzie znajdował się stolik z tabliczką:
- A więc jestem! Co mi dasz za cztery dolary? - spytał słodko wrzucając pieniądze do słoika.
- To - odpowiedziałam i nachyliłam się do niego by go pocałować, dłonie zrzuciłam mu na szyję przyciągając go do siebie na tyle blisko na ile pozwalał mi na to stolik, czyli niewiele. Podczas gdy pierwszy pocałunek przypominał raczej pocałunek dwójki przedszkolaków w piaskownicy, ten był dużo bardziej czuły, przywodził na myśl parę która całuje się po raz setny, ale chemia, która łączyła ich na początku wciąż pozostała, a może jedynie jeszcze bardziej wzrosła.
Oderwaliśmy się od siebie dopiero gdy jakiś mężczyzna stojący za Grayem niezbyt dyskretnie odchrząknął.
- O której? - spytał Gray ciężko dysząc.
- O dwudziestej trzeciej - odparłam z trudem łapiąc oddech.
- Będę czekać - obiecał i odszedł zostawiając mnie z napalonym klientem.
- Spodobało ci się to - zachichotała Erza gdy zakładałam kurtkę na mój strój, a ubranie wkładałam do torby, nie chciałam, żeby Gray mi zwiał.
- Wcale nie - mruknęłam rumieniąc się.
- A wcale, że tak! I to bardzo! - wykrzyknęła rozbawiona. - Lubisz lubisz lubisz lubisz lubisz GO!
- No dobra... lubię go - szepnęłam chcąc, żeby w końcu się zamknęła i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Och, skarbie, tak mi przykro - powiedziała nagle ze współczuciem i położyła mi rękę na ramieniu. - Ale mu chodzi tylko o seks...
- Mi też - skłamałam. - O nic więcej tylko o niezobowiązujący seks... -powiedziałam sama do siebie wychodząc z baru.
Po raz pierwszy gdy liczyłam na coś wyjątkowego to facet chciał tylko seksu.
Czekał tam. Z rękami w kieszeniach kurtki, włosami rozwianymi przez wiatr i przypruszonymi płatkami śniegu. Z rumianymi policzkami, szerokim uśmiechem. Niedbale założony szalik zsuwał mu się z szyi. Był taki piękny. Podeszłam do niego chwiejnym krokiem.
- A więc jednak - westchnął jakby z ulgą. - Nie wystawiłaś mnie!
- A powinnam? - spytałam rozbawiona.
- Skądże! - zaśmiał się. - Dasz mi chwilę? Muszę załatwić pewną bardzo ważną sprawę w łazience... - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Jasne - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Tylko się nigdzie nie ruszaj!
Zaśmiałam się jedynie i patrzyłam jak co chwilę oglądając się za siebie odchodzi w stronę baru. Rozejrzałam się, zaspy zdecydowanie urosły, teraz w niektórych miejscach sięgały mi nawet do kolan. Uliczne lampy oświetlały opustoszałe chodniki i ulice. W ich blasku tańczyły całkiem spore płatki śniegu jakby chciały zwrócić na siebie uwagę całego świata, pomimo tego, że przez cały dzień i tak były w centrum zainteresowania.
Wiatr dmuchnął mocniej, a ja dopiero teraz poczułam, że jest zimno. Odetchnęłam głęboko, a tuż przed moimi ustami pojawił się obłoczek pary, z pewnością była minusowa temperatura, a moje miejscami nagie, a miejscami osłonięte delikatną tkaniną nogi właśnie sobie to uświadomiły.
Zadrżałam i właśnie wtedy wpadłam na dość dziecinny pomysł. Zeszłam z trawnika i będąc na trawniku, całkowicie już przypruszonym śniegiem, położyłam się na ziemi od razu machając nogami i rękami, robiąc śnieżne aniołki. Usłyszałam śnieg skrzypiący pod butami Graya.
- Kendra! - zawołał, a nie słysząc odpowiedzi burknął: - Niech to szlag...
Wtedy wychodząc zza rogu budynku omal nie potknął się o moje nogi.
- Kendra... - jęknął patrząc na mnie. - Co ty robisz?
- Aniołki na śniegu - odparłam chichocząc i zanim zdążyłam jeszcze cokolwiek powiedzieć Gray położył się na śniegu robiąc dokładnie to samo co ja. Uniosłam się na łokciach i patrzyłam na niego zdziwiona. - Co ty robisz? - spytałam.
- Aniołki na śniegu - odparł z szerokim uśmiechem, także się uśmiechnęłam i wróciłam do doskonalenia mojego aniołka.
Po dłuższej chwili wstaliśmy, a Gray przyciągnął mnie do siebie obejmując ramieniem i wspólnie podziwialiśmy nasze dzieła.
- Mój jest ładniejszy - szepnęłam mu do ucha uśmiechając się zadziornie.
- Ach tak? - spytał, a ja pokiwałam głową.
Wtedy dosłownie rzucił się na mnie przewracając się razem ze mną na śnieg. Oboje nie byliśmy na tyle silni, żeby powstrzymać śmiech. Gray wsunął dłonie pod moją kurtkę, od razu mnie łaskocząc. Zaczęłam się śmiać i wymachiwać nogami i rękami, krzycząc: Przestań!
- Tylko jeśli powiesz, że mój aniołek jest ładniejszy - zażądał rozbawiony.
- Dobrze! Jest ładniejszy! - zgodziłam się ze śmiechem, bo już nawet na to nie miałam siły.
Gray przestał mnie łaskotać, ale wciąż na mnie leżał, a nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko siebie. Czułam jak się rumienię, z trudem przełknęłam ślinę nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Mogę cie pocałować? - spytał cicho. - Czy będę musiał zapłacić?
Zaśmiałam się.
- Możesz mnie pocałować - szepnęłam i niemal w tej samej chwili przytknął usta do moich warg, tym razem bardziej skupiłam się na pocałunku, bo nie uważałam go już tylko za pracę.
Wargi miał słodkie i chłodne. Pachniał miętą i piwem, co było dość zaskakującym połączeniem. jego silne dłonie zacisnęły się na moich ramionach jakby dla pewności, że nie zdołam mu już uciec. Podobało mi się to, po raz pierwszy jakikolwiek pocałunek wydawał mi się tak naturalny, niewymuszony i do tego przyjemny. Jednak gdy jego język znalazł się w moich ustach, nagle zamarłam, a moje serce przyśpieszyło jakbym nie była pewna czy właśnie tego chcę... Ale chciałam.
Po chwili mój język także wkroczył do gry, a pocałunek nie wyrażał już tylko i wyłącznie pożądania, ale także uczucie. Gdy od dojścia do nieba dzieliła mnie już tylko jedna przecznica, coś podłużnego i twardego uderzyło mnie w głowę.
- Wstawajcie! I to już! - usłyszałam nad sobą ochrypnięty głos. - Bo się przeziębicie!
Gray szybko oderwał się od moich ust i dźwignął na nogi następnie pomagając mi wstać. Widząc starca z laską i nieprzyjemnym wyrazem twarzy moje policzki zapłonęły jeszcze bardziej.
- My... przepraszamy... - wyjąkałam ze wzrokiem wbitym w ziemię.
- Za co?! - wykrzyknął, a ja aż podskoczyłam. - Sam miałem taki okres, że całowałem się dosłownie wszędzie! Ważne tylko było to, żeby mieć się z kim całować! - na jego podłużnej twarzy pojawiły się rumieńce jakby na wspomnienie dawnych czasów i wspaniałego życia. - Ale nie na ziemi! Jeszcze się nabawicie zapalenia płuc i taki będzie finał! - mruknął i odszedł nie czekając na żadną odpowiedź.
Wymieniliśmy z Grayem zdziwione spojrzenia i jak na komendę równocześnie wybuchliśmy śmiechem. A gdy już się opanowaliśmy Gray przytulił mnie mocno.
- Chodź, zabiorę cię do siebie i wypijemy gorące kakao. Co ty na to? - spytał uśmiechnięty.
- Z przyjemnością - odparłam.
I trzymając mnie za rękę zaprowadził do samochodu gdzie od razu zapalił silnik, ale po chwili zerkając na mnie zgasił go i mruknął:
- Kakao może chyba poczekać...
Wtedy nachylił się do mnie i obejmując moją twarz w dłoniach po raz kolejny tego wieczoru pocałował. Po raz kolejny zapragnęłam aby ta chwila trwała wiecznie, ale wtedy w szybę samochodu zapukała laska, a chwilę później pojawił się w niej starzec z groźną miną. Zawstydzona spuściłam wzrok.
- Do domu! - krzyknął, ale po chwili się roześmiał i odszedł, tym razem już nie zamierzając wracać.
Znowu się zaśmialiśmy, a Gray ponownie włączył silnik i bez słowa ruszył w kierunku swojego domu.
Gdy pustoszeją ulice
i w domu twym światła gasną,
nocą, pod srebrzystym księżycem -
myślisz - zasypia i miasto?...
Choć wielka cisza ogarnie
domy i mosty, i parki,
choć śpią uliczne latarnie,
a nad bramami latarki,
choć w szparze świerszcz
nie szeleści,
ptaki spokojnie śpią sobie -
miasto pracuje i nie śpi.
Gdy dotarliśmy do domu Graya dosłownie zaniemówiłam. Nie z powodu pięknego domu, tylko z powodu samej jego obecności. Pomimo grubych kurtek i dzielącej nas odległości wydawało mi się, że czuję ciepło bijące od jego ciała. Pokręciłam jedynie głową chcąc odgonić od siebie wszystkie te głupie myśli i nie czekając, aż zrobi to Gray, otworzyłam drzwi i wysiadłam z samochodu. Chłopak jednak szybko znalazł się przy mnie i chwycił za rękę uśmiechając się szarmancko.
Odwzajemniłam uśmiech i pozwalając się mu prowadzić ruszyłam wraz z nim do jego domu. Ścieżka prowadząca do drzwi wejściowych była oblodzona, to też ręka Graya, która wciąż mocno mnie trzymała, była dla mnie dosłownie zbawieniem. Gdyby nie ona, już co najmniej pięć razy wylądowałabym na ziemi z bolącym tyłkiem.
Szybko znaleźliśmy się w ciepłym wnętrzu jego domu.
- Czuj się jak u siebie - powiedział Gray ściągając kurtkę i buty. - A ja pójdę zrobić kakałko... - zaśmiał się i obrzucił mnie spojrzeniem. - Jeśli chciałabyś się przebrać to tam jest łazienka... - stwierdził rozbawiony wskazując drzwi na końcu korytarza i zniknął w kuchni.
Ja także szybko zdjęłam kurtkę odwieszając ją na wieszak i ruszyłam w stronę łazienki. Oczywiście, że chciałam się przebrać, bo chodzenie w takim stroju było dość... niekomfortowe. Zamknęłam się w łazience i od razu wyjęłam moje wcześniejsze ubranie: jeansy, koszulkę z pikaczu i ciemną bluzę. Jednak gdy już się ubrałam, wciąż było mi zimno. Udałam się do kuchni pomóc Grayowi przygotować kakao.
Siedzieliśmy z Grayem na kanapie, a raczej bardziej leżeliśmy niż siedzieliśmy. Gray oparty był o przybocznie sofy, w jednym ręku trzymał kakao, a wolną ręką obejmował mnie. Ja głowę opierałam na jego ramieniu w obu rękach trzymając gorący kubek, który powoli rozgrzewał moje dłonie. Oboje byliśmy przykryci grubym, puchowym kocem.
- Nienawidzę zimy... - stwierdziłam upijając łyk napoju.
- A ja kocham - zaśmiał się Gray.
- Ale wtedy jest strasznie zimno!
- I o to chodzi! Bo można się przytulać.
- A jeśli nie ma się do kogo przytulać?
- Ciebie to nie dotyczy, skarbie... - powiedział słodko i pocałował mnie w czubek głowy.
Jak to możliwe, że jeszcze rano niemal się nie znaliśmy, a teraz leżymy razem na kanapie, wtuleni w siebie, a on mówi do mnie "skarbie". Uśmiechnęłam się w duchu, może po prostu był to przedziwny zbieg okoliczności? Przedziwny, ale bardzo przyjemny. Uśmiechnęłam się szerzej gdy zdałam sobie sprawę z tego, że Erza nie miała racji, że Gray nie chciał tylko seksu.
- Więc może polubię zimę... - stwierdziłam rozbawiona i wtedy zauważyłam książkę wystającą spod kanapy. - A co to? - mruknęłam i pomimo protestów Graya schyliłam się po nią.
- Oddawaj! - zażądał Gray cały czerwony na twarzy próbując zabrać mi książkę, ale ja wyciągałam rękę jak najdalej by tylko mu jej nie oddać.
- "Noc Wigilijna"? - przeczytałam tytuł i spojrzałam na niego z niedowierzeniem po czym wybuchłam śmiechem. - Czytasz to?
- Nie! - burknął Gray z ponurą miną, już nie próbował mi zabrać książki. - Czytałem to dzisiaj młodszej kuzynce... - mruknął.
Zaśmiałam się i po chwili wcisnęłam mu książkę do rąk, jednocześnie odstawiając kubek i wygodnie usadawiając się na kanapie.
- Przeczytaj mi - zażądałam głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Ale Gray tylko westchnął.
- No dobrze... - powiedział uśmiechając się słabo i zaczął czytać:
Ale zanim historia dobiegła końca, ja już spałam wtulona w Graya.
Gray x Kendra
- Pada śnieg! Pada śnieg! - w powietrzu roznosiły się wesołe krzyki dzieci lepiących bałwana, rzucających się śnieżkami lub po prostu rzucały się śnieżkami.
Ale ja wcale się nie cieszyłam. Śnieg oznaczał zbliżające się święta. Święta oznaczały Sylwestra. Sylwester oznaczał Nowy Rok. Rok, który miałam przebyć w samotności. Miałam dość jednorazowych numerków w klubowej toalecie, wyskoków w bok, w końcu chciałam znaleźć prawdziwą miłość. Ale po skończonej pracy w centrum handlowym gdzie, cały dzień w stroju zielonego elfa, rozdawałam cukierki, zamiast na poszukiwania miłości wybrałam się do baru.
Śnieg wciąż padał, a na chodnikach zdążyły się już utworzyć porządne zaspy, temperatura spadła poniżej zera. Weszłam do baru, strzepałam śnieg z blond włosów i z ramion. Moje policzki były czerwone. Zatarłam ręce jednocześnie na nie chuchając. Dzień rozpoczął się tak pięknie, że chyba nikt nie pomyślał o zabraniu z domu rękawiczek.
W barze panował świąteczny nastrój, nad ladą zawieszono biało-czerwone światełka, w kącie stała spora choinka, a w powietrzu roznosił się jej zapach, w głośnikach rozbrzmiewała nastrojowa muzyka. Za ladą Erza w skąpym stroju pomocnika Świętego Mikołaja (że też nie było jej zimno) rozdawała drinki i swój numer telefonu. Zawsze dziwiło mnie w jaki sposób jest tak pożądana przez facetów. Może to zasługa biustu, a może po prostu położenia, które z pewnością jej sprzyjało.
Przeszłam przez bar, żaden osobnik płci przeciwnej nie był na tyle miły by uraczyć mnie swoim spojrzeniem, wszyscy ustawiali się w kolejce do Erzy. Czemu mnie to nie dziwiło? Z cichym westchnieniem usiadłam na jednym ze stołków przy barze.
- Hej - rzuciłam do Erzy.
- Hej - odparła zbyt zajęta nalewaniem piwa by nawet na mnie spojrzeć. - Chętnie bym się tobą zajęła, kochanie, ale mam urwanie głowy - jęknęła w między czasie przyjmując kolejne zamówienie.
- Nie ma sprawy. sama się sobą zajmę - powiedziałam miło, ale Erza wciąż mówiła jednocześnie podając drinki i zapisując na serwetkach swój numer i godzinę o której kończy pracę. - Lucy już dawno powinna tu być. Dzwoniłam do niej może trzydzieści razy, ale nie odbiera - skarżyła się. - Miała tu być i prowadzić akcję charytatywną. To musi być dzisiaj! Za dwa dni Wigilia, a dzieci z sierocińca, także potrzebują prezentów. Nie wiem co robić! - powiedziała smutno, a ja byłam niemal pewna, że jeszcze chwila, a się rozpłacze.
- Hej - złapałam ją za ręce zmuszając do tego by na mnie spojrzała. - Mogę zastąpić Lucy... I tak nie mam nic do roboty...
- Naprawdę?! - wykrzyknęła i tym razem to ona złapała mnie za ręce patrząc na mnie z nadzieją w oczach.
- Jasne - uśmiechnęłam się miło. - Co to za akcja?
Nie odpowiedziała tylko wskazała na prawo gdzie znajdował się stolik z tabliczką:
I ty możesz zostać Świętym Mikołajem:
całusy od pięknej pani tylko za 2$
całusy od pięknej pani tylko za 2$
Spojrzałam niepewnie na Erze.
- Serio? - wykrztusiłam tylko.
- Tak - odparła. - W tym miejscu raczej nikt nie zapłaci za pluszowe misie...
- Ja bym zapłaciła - mruknęłam.
- To jak? Zgadzasz się?
- Osobiście sądzę, że moje usta są warte dużo więcej, ale chyba już za późno bo już się zgodziłam.
Erza zaklaskała.
- Świetnie! A teraz się przebierz - mówiąc to wyciągnęła spod lady strój mniej więcej taki jak jej, ale wraz z czapką Świętego Mikołaja, a dekolt wydawał mi się jeszcze bardziej wycięty niż w jej stroju. Jęknęłam krzywiąc się.
- Strój też? W takim razie będziesz musiała dodać do zestawu spory kufel piwa.
Zaśmiała się i przytuliła mnie mocno mówiąc:
- Spadłaś mi z nieba!
Po czym pocałowała mnie w policzek.
- Ej! - krzyknęłam odsuwając się od niej znacznie. - Wisisz mi dwa dolce!
Strój był okropny.
Po pierwsze było mi strasznie zimno.
Po drugie wydawało mi się, że za każdym razem gdy tylko się schylam to spod krótkiej spódniczki wystaje mi tyłek.
Po trzecie bluzka równie dobrze mogła zastępować stanik.
Po czwarte zakolanówki z puchowym zakończeniem irytowały mnie, a do tego łaskotały w uda.
Po piąte miałam w tym stroju rozdawać pocałunki, co było wystarczającym powodem.
Po szóste byłam zbyt trzeźwa by móc to robić.
Z czerwonymi policzkami wyszłam z zaplecza i podeszłam od tyłu do Erzy.
- Pst... Gdzie moje piwo? I dwa dolary.
Erza odwróciła się do mnie z kuflem piwa i omal go nie upuszczając zagwizdała na mój widok.
- No no - zacmokała. - Teraz to i ja zapłaciłabym te dwa dolary za jeden pocałunek - mruknęła zadziorna.
- I tak jesteś mi je winna - odparłam przejmując od niej kufel i od razu biorąc duży łyk ruszyłam do stolika.
Erza jak na pożegnanie klepnęła mnie dość mocno w tyłek, a ja zastanawiałam się czy to wina oparów alkoholu, czym może pomyliła mnie z jednym z tych seksownych facetów, czy po prostu lubi różnorodność. No tak, żeby życie miało smaczek raz dziewczynka, raz chłopaczek. Odrzucając od siebie myśl o Erzie usiadłam przy stoliku.
Kiedy minęła dwudziesta pierwsza miałam już za sobą kilka kufli piwa (a w międzyczasie nie pozwoliłam Lucy zająć mojego miejsca), usta miałam mocno czerwone, ledwo utrzymywałam się na nogach, a słoik na pieniądze był już niemal pełny, bar nieco opustoszały, ale kolejka wciąż robiła wrażenie swoją długością. Właśnie wtedy po drugiej stronie stolika zasiadł Gray - jak zwykle bez koszulki, a mimo to był rozpalony.
- A więc jak to działa? - spytał splatając ręce na stoliku przed sobą. - Mam cię po prostu pocałować?
- Najpierw dwa dolce! - zażądałam z szerokim uśmiechem. - Potem możesz mnie pocałować.
Pokiwał głową i wrzucił do słoika pieniądze po czym na ułamek sekundy nasze wargi się zetknęły, potem szybko się od niego odsunęłam krzycząc: Następny!
- To znowu ty - zauważyłam gdy przede mną ponownie zasiadł Gray.
- Tak... - powiedział rozbawiony. - Powiedzmy, że pierwszy raz mnie nie zadowolił, a jedynie podniecił. Co wtedy?
- Wtedy pewnie przyszedł byś drugi raz.
Rozłożył ręce.- A więc jestem! Co mi dasz za cztery dolary? - spytał słodko wrzucając pieniądze do słoika.
- To - odpowiedziałam i nachyliłam się do niego by go pocałować, dłonie zrzuciłam mu na szyję przyciągając go do siebie na tyle blisko na ile pozwalał mi na to stolik, czyli niewiele. Podczas gdy pierwszy pocałunek przypominał raczej pocałunek dwójki przedszkolaków w piaskownicy, ten był dużo bardziej czuły, przywodził na myśl parę która całuje się po raz setny, ale chemia, która łączyła ich na początku wciąż pozostała, a może jedynie jeszcze bardziej wzrosła.
Oderwaliśmy się od siebie dopiero gdy jakiś mężczyzna stojący za Grayem niezbyt dyskretnie odchrząknął.
- O której? - spytał Gray ciężko dysząc.
- O dwudziestej trzeciej - odparłam z trudem łapiąc oddech.
- Będę czekać - obiecał i odszedł zostawiając mnie z napalonym klientem.
- Spodobało ci się to - zachichotała Erza gdy zakładałam kurtkę na mój strój, a ubranie wkładałam do torby, nie chciałam, żeby Gray mi zwiał.
- Wcale nie - mruknęłam rumieniąc się.
- A wcale, że tak! I to bardzo! - wykrzyknęła rozbawiona. - Lubisz lubisz lubisz lubisz lubisz GO!
- No dobra... lubię go - szepnęłam chcąc, żeby w końcu się zamknęła i mimowolnie się uśmiechnęłam.
- Och, skarbie, tak mi przykro - powiedziała nagle ze współczuciem i położyła mi rękę na ramieniu. - Ale mu chodzi tylko o seks...
- Mi też - skłamałam. - O nic więcej tylko o niezobowiązujący seks... -powiedziałam sama do siebie wychodząc z baru.
Po raz pierwszy gdy liczyłam na coś wyjątkowego to facet chciał tylko seksu.
Czekał tam. Z rękami w kieszeniach kurtki, włosami rozwianymi przez wiatr i przypruszonymi płatkami śniegu. Z rumianymi policzkami, szerokim uśmiechem. Niedbale założony szalik zsuwał mu się z szyi. Był taki piękny. Podeszłam do niego chwiejnym krokiem.
- A więc jednak - westchnął jakby z ulgą. - Nie wystawiłaś mnie!
- A powinnam? - spytałam rozbawiona.
- Skądże! - zaśmiał się. - Dasz mi chwilę? Muszę załatwić pewną bardzo ważną sprawę w łazience... - wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu.
- Jasne - odpowiedziałam odwzajemniając uśmiech.
- Tylko się nigdzie nie ruszaj!
Zaśmiałam się jedynie i patrzyłam jak co chwilę oglądając się za siebie odchodzi w stronę baru. Rozejrzałam się, zaspy zdecydowanie urosły, teraz w niektórych miejscach sięgały mi nawet do kolan. Uliczne lampy oświetlały opustoszałe chodniki i ulice. W ich blasku tańczyły całkiem spore płatki śniegu jakby chciały zwrócić na siebie uwagę całego świata, pomimo tego, że przez cały dzień i tak były w centrum zainteresowania.
Wiatr dmuchnął mocniej, a ja dopiero teraz poczułam, że jest zimno. Odetchnęłam głęboko, a tuż przed moimi ustami pojawił się obłoczek pary, z pewnością była minusowa temperatura, a moje miejscami nagie, a miejscami osłonięte delikatną tkaniną nogi właśnie sobie to uświadomiły.
Zadrżałam i właśnie wtedy wpadłam na dość dziecinny pomysł. Zeszłam z trawnika i będąc na trawniku, całkowicie już przypruszonym śniegiem, położyłam się na ziemi od razu machając nogami i rękami, robiąc śnieżne aniołki. Usłyszałam śnieg skrzypiący pod butami Graya.
- Kendra! - zawołał, a nie słysząc odpowiedzi burknął: - Niech to szlag...
Wtedy wychodząc zza rogu budynku omal nie potknął się o moje nogi.
- Kendra... - jęknął patrząc na mnie. - Co ty robisz?
- Aniołki na śniegu - odparłam chichocząc i zanim zdążyłam jeszcze cokolwiek powiedzieć Gray położył się na śniegu robiąc dokładnie to samo co ja. Uniosłam się na łokciach i patrzyłam na niego zdziwiona. - Co ty robisz? - spytałam.
- Aniołki na śniegu - odparł z szerokim uśmiechem, także się uśmiechnęłam i wróciłam do doskonalenia mojego aniołka.
Po dłuższej chwili wstaliśmy, a Gray przyciągnął mnie do siebie obejmując ramieniem i wspólnie podziwialiśmy nasze dzieła.
- Mój jest ładniejszy - szepnęłam mu do ucha uśmiechając się zadziornie.
- Ach tak? - spytał, a ja pokiwałam głową.
Wtedy dosłownie rzucił się na mnie przewracając się razem ze mną na śnieg. Oboje nie byliśmy na tyle silni, żeby powstrzymać śmiech. Gray wsunął dłonie pod moją kurtkę, od razu mnie łaskocząc. Zaczęłam się śmiać i wymachiwać nogami i rękami, krzycząc: Przestań!
- Tylko jeśli powiesz, że mój aniołek jest ładniejszy - zażądał rozbawiony.
- Dobrze! Jest ładniejszy! - zgodziłam się ze śmiechem, bo już nawet na to nie miałam siły.
Gray przestał mnie łaskotać, ale wciąż na mnie leżał, a nasze twarze znajdowały się niebezpiecznie blisko siebie. Czułam jak się rumienię, z trudem przełknęłam ślinę nie odrywając wzroku od chłopaka.
- Mogę cie pocałować? - spytał cicho. - Czy będę musiał zapłacić?
Zaśmiałam się.
- Możesz mnie pocałować - szepnęłam i niemal w tej samej chwili przytknął usta do moich warg, tym razem bardziej skupiłam się na pocałunku, bo nie uważałam go już tylko za pracę.
Wargi miał słodkie i chłodne. Pachniał miętą i piwem, co było dość zaskakującym połączeniem. jego silne dłonie zacisnęły się na moich ramionach jakby dla pewności, że nie zdołam mu już uciec. Podobało mi się to, po raz pierwszy jakikolwiek pocałunek wydawał mi się tak naturalny, niewymuszony i do tego przyjemny. Jednak gdy jego język znalazł się w moich ustach, nagle zamarłam, a moje serce przyśpieszyło jakbym nie była pewna czy właśnie tego chcę... Ale chciałam.
Po chwili mój język także wkroczył do gry, a pocałunek nie wyrażał już tylko i wyłącznie pożądania, ale także uczucie. Gdy od dojścia do nieba dzieliła mnie już tylko jedna przecznica, coś podłużnego i twardego uderzyło mnie w głowę.
- Wstawajcie! I to już! - usłyszałam nad sobą ochrypnięty głos. - Bo się przeziębicie!
Gray szybko oderwał się od moich ust i dźwignął na nogi następnie pomagając mi wstać. Widząc starca z laską i nieprzyjemnym wyrazem twarzy moje policzki zapłonęły jeszcze bardziej.
- My... przepraszamy... - wyjąkałam ze wzrokiem wbitym w ziemię.
- Za co?! - wykrzyknął, a ja aż podskoczyłam. - Sam miałem taki okres, że całowałem się dosłownie wszędzie! Ważne tylko było to, żeby mieć się z kim całować! - na jego podłużnej twarzy pojawiły się rumieńce jakby na wspomnienie dawnych czasów i wspaniałego życia. - Ale nie na ziemi! Jeszcze się nabawicie zapalenia płuc i taki będzie finał! - mruknął i odszedł nie czekając na żadną odpowiedź.
Wymieniliśmy z Grayem zdziwione spojrzenia i jak na komendę równocześnie wybuchliśmy śmiechem. A gdy już się opanowaliśmy Gray przytulił mnie mocno.
- Chodź, zabiorę cię do siebie i wypijemy gorące kakao. Co ty na to? - spytał uśmiechnięty.
- Z przyjemnością - odparłam.
I trzymając mnie za rękę zaprowadził do samochodu gdzie od razu zapalił silnik, ale po chwili zerkając na mnie zgasił go i mruknął:
- Kakao może chyba poczekać...
Wtedy nachylił się do mnie i obejmując moją twarz w dłoniach po raz kolejny tego wieczoru pocałował. Po raz kolejny zapragnęłam aby ta chwila trwała wiecznie, ale wtedy w szybę samochodu zapukała laska, a chwilę później pojawił się w niej starzec z groźną miną. Zawstydzona spuściłam wzrok.
- Do domu! - krzyknął, ale po chwili się roześmiał i odszedł, tym razem już nie zamierzając wracać.
Znowu się zaśmialiśmy, a Gray ponownie włączył silnik i bez słowa ruszył w kierunku swojego domu.
Gdy pustoszeją ulice
i w domu twym światła gasną,
nocą, pod srebrzystym księżycem -
myślisz - zasypia i miasto?...
Choć wielka cisza ogarnie
domy i mosty, i parki,
choć śpią uliczne latarnie,
a nad bramami latarki,
choć w szparze świerszcz
nie szeleści,
ptaki spokojnie śpią sobie -
miasto pracuje i nie śpi.
Gdy dotarliśmy do domu Graya dosłownie zaniemówiłam. Nie z powodu pięknego domu, tylko z powodu samej jego obecności. Pomimo grubych kurtek i dzielącej nas odległości wydawało mi się, że czuję ciepło bijące od jego ciała. Pokręciłam jedynie głową chcąc odgonić od siebie wszystkie te głupie myśli i nie czekając, aż zrobi to Gray, otworzyłam drzwi i wysiadłam z samochodu. Chłopak jednak szybko znalazł się przy mnie i chwycił za rękę uśmiechając się szarmancko.
Odwzajemniłam uśmiech i pozwalając się mu prowadzić ruszyłam wraz z nim do jego domu. Ścieżka prowadząca do drzwi wejściowych była oblodzona, to też ręka Graya, która wciąż mocno mnie trzymała, była dla mnie dosłownie zbawieniem. Gdyby nie ona, już co najmniej pięć razy wylądowałabym na ziemi z bolącym tyłkiem.
Szybko znaleźliśmy się w ciepłym wnętrzu jego domu.
- Czuj się jak u siebie - powiedział Gray ściągając kurtkę i buty. - A ja pójdę zrobić kakałko... - zaśmiał się i obrzucił mnie spojrzeniem. - Jeśli chciałabyś się przebrać to tam jest łazienka... - stwierdził rozbawiony wskazując drzwi na końcu korytarza i zniknął w kuchni.
Ja także szybko zdjęłam kurtkę odwieszając ją na wieszak i ruszyłam w stronę łazienki. Oczywiście, że chciałam się przebrać, bo chodzenie w takim stroju było dość... niekomfortowe. Zamknęłam się w łazience i od razu wyjęłam moje wcześniejsze ubranie: jeansy, koszulkę z pikaczu i ciemną bluzę. Jednak gdy już się ubrałam, wciąż było mi zimno. Udałam się do kuchni pomóc Grayowi przygotować kakao.
Siedzieliśmy z Grayem na kanapie, a raczej bardziej leżeliśmy niż siedzieliśmy. Gray oparty był o przybocznie sofy, w jednym ręku trzymał kakao, a wolną ręką obejmował mnie. Ja głowę opierałam na jego ramieniu w obu rękach trzymając gorący kubek, który powoli rozgrzewał moje dłonie. Oboje byliśmy przykryci grubym, puchowym kocem.
- Nienawidzę zimy... - stwierdziłam upijając łyk napoju.
- A ja kocham - zaśmiał się Gray.
- Ale wtedy jest strasznie zimno!
- I o to chodzi! Bo można się przytulać.
- A jeśli nie ma się do kogo przytulać?
- Ciebie to nie dotyczy, skarbie... - powiedział słodko i pocałował mnie w czubek głowy.
Jak to możliwe, że jeszcze rano niemal się nie znaliśmy, a teraz leżymy razem na kanapie, wtuleni w siebie, a on mówi do mnie "skarbie". Uśmiechnęłam się w duchu, może po prostu był to przedziwny zbieg okoliczności? Przedziwny, ale bardzo przyjemny. Uśmiechnęłam się szerzej gdy zdałam sobie sprawę z tego, że Erza nie miała racji, że Gray nie chciał tylko seksu.
- Więc może polubię zimę... - stwierdziłam rozbawiona i wtedy zauważyłam książkę wystającą spod kanapy. - A co to? - mruknęłam i pomimo protestów Graya schyliłam się po nią.
- Oddawaj! - zażądał Gray cały czerwony na twarzy próbując zabrać mi książkę, ale ja wyciągałam rękę jak najdalej by tylko mu jej nie oddać.
- "Noc Wigilijna"? - przeczytałam tytuł i spojrzałam na niego z niedowierzeniem po czym wybuchłam śmiechem. - Czytasz to?
- Nie! - burknął Gray z ponurą miną, już nie próbował mi zabrać książki. - Czytałem to dzisiaj młodszej kuzynce... - mruknął.
Zaśmiałam się i po chwili wcisnęłam mu książkę do rąk, jednocześnie odstawiając kubek i wygodnie usadawiając się na kanapie.
- Przeczytaj mi - zażądałam głosem nieznoszącym sprzeciwu.
Ale Gray tylko westchnął.
- No dobrze... - powiedział uśmiechając się słabo i zaczął czytać:
Działo się to w noc wigilijną. Było już bardzo późno i w całym domu wszyscy - nawet mała myszka - smacznie spali. Przed pójściem do łóżka każdy powiesił na kominku wielką skarpetę, mając nadzieję, że rano znajdzie w niej niespodziankę od Świętego Mikołaja. Ciekawe, co przyniesie w tym roku... Dzieci, zmęczone zabawą, położyły się spać wcześniej niż zwykle. Chcą jak najwcześniej przebudzić się, by zobaczyć, jakie prezenty dostały w tym roku. Teraz śpią smacznie, marząc o wspaniałych zabawkach. Ich rodzice także już śpią - mama w kolorowym czepku, a tata w swojej ulubionej szlafmycy.
Jest spokojna, zimowa noc.W tej ciszy słychać niemal padające płatki śniegu. Nagle na dworze rozległ się jakiś hałas, który obudził tatę. Chociaż wyrwany z głębokiego snu, błyskawicznie wyskoczył z łóżka. Postanowił zobaczyć, co się stało i skąd pochodzi ten dziwny hałas. Popędził jak wicher do okna. Na dworze padał śnieg. Wszystko wokół pokrył już grubą warstwą białego puchu. Złoty księżyc świecił spokojnie i tajemniczo. Jednak na niebie, ponad dachami domów, pojawił się znienacka dziwny pojazd - olbrzymie kolorowe sanie ciągnięte przez osiem reniferów. Saniami powoził starzec z długą białą brodą i w niezwykłym, czerwonym ubraniu.
- To z pewnością Święty Mikołaj! - pomyślał tata.
Chociaż sanie mknęły szybciej niż wicher, dostojny starzec jeszcze poganiał swój zaprzęg:
- Dalej, moje dzielne renifery! Ruszajcie się, a chyżo! Ponad dachy, ponad strzechy! Pędźcie, gnajcie, pośpieszajcie! Wszystkim ludziom z całej ziemi wielką radość dzisiaj dajcie! Dalej, dalej z prezentami! Niechaj radość zapanuje! Niechaj szczęście dziś króluje!
Zaprzęg pędził po niebie jak jesienne liście gnane silnym wiatrem. Czasem wznosił się, czasem obniżał nad dachami domów, aby przez komin można było wrzucić prezenty. Dzieci przecież na nie czekają! I tak jeździł przez całą noc, po całym świecie, bez chwili wytchnienia.
Tata usłyszał nagle stukanie na dachu, jakby ktoś po nim biegał. Zanim zdążył pomyśleć co to może być, w kominku coś się poruszyło, zadymiło i wśród kłębów sadzy ukazał się... (...)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
